Podróż do ciała

There are no translations available.

tekst: Aleksander Teisseyre

Rosnące zainteresowanie integracją ciała i umysłu to nie tylko wyraz troski o zdrowie. Wyższy poziom integracji oznacza wyższy poziom świadomości.
Daniel ma 7 miesięcy. Kiedy jest wyspany i najedzony, ćwiczy hatha jogę leżąc na plecach. Bez trudu zadziera nóżki do twarzy, chwyta stopę rączkami i wkłada duży palec u nogi do buzi. Ssie go z satysfakcją. Dopiero kiedy pojawia się głód, Daniel zaczyna przypominać o sobie kwileniem i popłakiwaniem. Wreszcie zamienia się we wrzask. Jola podaje mu pierś. Wtedy Daniel zamienia się cały w ssanie i błogość, a potem w uśmiechnięty sen.

Jego brat, Marcin ma 11 lat. Spędza długie godziny w szkole. Jeśli lekcja jest ciekawa, czas płynie szybko. Ale jeśli jest nudno, co chwila włącza komórkę, żeby zobaczyć, ile czasu zostało do przerwy. Na dzwonek podrywa się, w drzwiach zderza się z kolegami, którzy też chcą się wydostać na wolność. Ktoś rzuca piłkę. Czas się zatrzymuje; jest tylko zapał i bieg, okrzyki i śmiech.

Janek, ojciec obu chłopców, ma 39 lat. Dawniej był niezłym lekkoatletą. Uczy Marcina tajemnic skoku w dal i pchnięcia kulą. Często biegają razem. Janek jest w dobrej formie. Jego ruchy są zupełnie inne, niż Marcina, precyzyjne, eleganckie, brak im jednak spontaniczności.
Świat Daniela składa się głównie z jego własnego ciała i jego potrzeb. Marcin przechodzi długi trening przekraczania ciała. Może jeszcze do niego wracać w chwilach swobody. Rozpoczął się proces przygotowania do życia w społeczeństwie, do rozwinięcia umysłu i opanowania ciała. Natomiast Janek już dawno zakończył ten proces. Można powiedzieć, że jest umysłem, który posługuje się i opiekuje ciałem. Relacja pomiędzy jego umysłem i ciałem przypomina sytuację jeźdźca i konia.  Używając języka psychologii, Janek utożsamia się ze swoim ego, wyspecjalizowaną częścią psychiki, która sprawuje nadrzędną kontrolę nad organizmem i jego sytuacją w społeczeństwie.

Kiedy Jola była dzieckiem, była spontaniczna, ruchliwa i radosna. Utraciła te cechy, kiedy zaczęła dojrzewać. Jej seksualność rozwinęła się wcześnie. Ukochana babcia, która się zajmowała Jolą, zrobiła wszystko, aby przygotować wnuczkę do życia. Jolka nauczyła się siedzieć trzymając kolana razem i obciągać spódniczkę. Jej żywiołowość zniknęła. Misja babci powiodła się; Jolka wyrosła na układną, lubianą, odpowiedzialną kobietę.
„Pierwszy prawdziwy seks mieliśmy, kiedy już zdecydowaliśmy się na wspólne życie”, zwierza się Jola. „Było to piękne i głębokie przeżycie. Odczułam je głównie sercem – zaczęłam Janka kochać tak jakoś inaczej, prawdziwiej.”

Potem przyszły trudniejsze okresy. Cztery lata po ślubie urodził się Marcin. Oboje rozpoczynali kariery zawodowe, byli przemęczeni, pojawiły się napięcia i nieporozumienia. Zdecydowali się na dziecko, kiedy tylko Janek zaczął zarabiać tyle, aby utrzymać rodzinę.
„Poród był długi i bolesny. Janek był przy mnie i to pomogło mi przez to przejść. Ale coś się popsuło. Zajmowałam się dzieckiem przez rok, potem „podrzuciłam” go matce i wróciłam do pracy. Zauważyłam, że kochamy się z Jankiem rzadziej i często nie jest to dla mnie przyjemne. Udawałam.”
Jola przeszła typowy dla naszej kultury proces socjalizacji. Wiążą się z nim wysokie koszty. Aby umysł mógł przejąć kontrolę, ciało musi się poddać. I coś na tym traci - często w sposób trwały. W wypadku Joli przyhamowana została jej energia, żywiołowość i seksualność. Skutkiem było ograniczenie przyjemności, jaką może dawać seks. To z kolei przyczyniło się do nieporozumień, zaowocowało trudnym, bolesnym porodem i rozczarowaniem. Jola nie jest wyjątkiem; jest to typowy koszt przystosowania do obowiązującego w naszej kulturze kanonu.
W miarę, jak Marcin rósł, sytuacja poprawiała się. Oboje dobrze radzili sobie w pracy i dogadywali się coraz lepiej. Po dziesięciu latach zdecydowali się na drugie dziecko. „Poczułam, że pokochałam Janka na nowo. Udało nam się zbudować fajne życie. Kiedy zaszłam w zaplanowaną ciążę poczułam, że tym razem urodzę lepiej. Chciałam tego. Rozmawiałam z Danielem, czekałam spokojnie na jego przyjście.”
Wspomina Janek: „Stałem wystraszony w rogu porodówki. Kiedy zbliżał się klimaks, Jola nagle powiedziała ‘Ja to zrobię’ ze spokojną pewności. Dźwignęła się na poręczy szpitalnego łóżka, kucnęła i… urodziła. W kilka minut.”

„To nie ja rodziłam. Coś się we mnie stało, tak jakby moje ciało mi mówiło, krzyczało, co robić. Na szczęści miałam mądrą, doświadczoną położną. Poczekałam na kolejny skurcz i skoncentrowałam się na bólu zamiast go unikać. Nagle poczułam silny strumień energii biegnący przez moje ciało, od miednicy, przez plecy, aż do głowy. Coś w rodzaju orgazmu, tylko jeszcze silniejsze. Znalazłam się w jakimś innym miejscu, teraz mogę powiedzieć, mistycznym. Ogarnął mnie spokój i radość. Słyszałam swój własny głos w głowie: ‘Tak, właśnie tak, o to chodzi’. Wiedziałam, że chodzi nie tylko o rodzenie, ale o wszystko, o całe moje życie, nasze życie. Wzięłam delikatnie moje dziecko, położyłam go sobie na gołym brzuchu, takiego mokrego, i obwąchałam. Wiedziałam, że to uruchomi głęboką więź między nami. Daniel zaczął pełzać i szukać cycka. Zalała mnie fala szczęścia. Urodziłam dla nas…”

„To doświadczenie zmieniło mnie, ale i Janka także. Postanowiłam zająć się Danielem przez trzy lata, nie pracować. Jest nam dobrze z Jankiem. Kochamy się rzadziej niż kiedyś, bo nie potrzebujemy tak często. Ale jest to coraz przyjemniejsze, coraz lepsze. Janek potrafi bardzo długo wstrzymać się z ejakulacją; często w ogóle rezygnuje. Za to ja mam orgazm za orgazmem. Janek jest cały czas obecny, świadomy, a ja mogę się całkiem otworzyć. Czuję jakby mi się otwierało moje ciało, otwierało serce, otwierała dusza. To jest nie tylko strasznie przyjemne, to jest takie spokojne, takie… jak powinno być.”

Dzięki spontanicznemu doświadczeniu naturalnego porodu Jola rozpoczęła nowy etap rozwoju, dość rzadki w naszej kulturze. Otworzyła się przed nią droga ku głębszej integracji ciała i umysłu. Uczy się słuchać ciała i korzystać z jego mądrości. Kieruje się nią przy podejmowaniu życiowych decyzji.
Janek też na tym skorzysta, choć w jego wypadku szybki postęp jest mało prawdopodobny. Jego ego jest pod presją i nie zrezygnuje z kontroli. Na Janku spoczywa odpowiedzialność za utrzymanie rodziny. Dzisiejsza kariera wiąże się z walką – z koniecznością stałego poprawiania efektywności zawodowej w konkurencji z innymi. Jego ego pozostanie zatem czujne, a ciało lekko napięte i pod kontrolą.

Zalety świadomości ciała

Ostatnio coraz więcej się mówi o zaletach świadomości ciała. Wiadomo, że świadomość ciała się opłaca. Daje szanse na lepsze zdrowie. Osoby, które na bieżąco reagują na sygnały wysyłane przez ciało, są biologicznie odporniejsze, rzadziej chorują. To jedno z zaskakujących odkryć psychoimmunologii, nauki, która bada powiązania między psychiką a odpornością. Ale skutki integracji ciała i umysłu dotyczą nie tylko zdrowia. Wyższy poziom integracji oznacza wyższy poziom świadomości.

Centaur

Ken Wilber, autor Teorii Integralnej postuluje, że następnym krokiem ewolucji świadomości człowieka jest etap Centaura, czyli pełna integracja ciała i umysłu. Utożsamienie z ciałem/umysłem zastępuje dawne utożsamienie z umysłem. Centaur zastępuje ego. Centaur to mityczne stworzenie – pół człowiek, pół koń. Centaur to niepodzielny organizm. Bardzo się różni się od jeźdźca na koniu. Ktoś, kto osiągnął wysoki poziom integracji ciała i umysłu widzi świat inaczej. Trudno mu nadużywać siebie. Nie rani innych, bo jest obdarzony empatią. Jest mu bliskie wszystko, co żyje, cała natura, dlatego chce jej bronić przed zakusami człowieka. Częściej doznaje wewnętrznej harmonii. Staje się coraz bardziej otwarty na wielką tajemnicę istnienia, sferę Ducha.

Jak nawiązać dialog z ciałem?

Ludzie różnią się ogromnie jeśli chodzi o stopień integracji ciała i umysłu. U jednych te dwa elementy żyją we względnej harmonii. U innych ciało jest kompletnie zdominowane przez ego i usunięte na peryferie świadomości. Taka sytuacja wynika z traumy, której doznał człowiek na wczesnym etapie życia. Jeśli przy porodzie lub w niemowlęctwie groziła nam śmierć, jeśli w rodzinie był alkohol, przemoc, seksualne wykorzystanie, emocjonalna toksyczność - kształtujący się dopiero umysł musiał odciąć się od ciała, które bezpośrednio odczuwa ból. W skrajnym wypadku mówimy o dysocjacji – niemal całkowitej utracie kontaktu z doznaniami cielesnymi i emocjami. Ciało staje się obce, jest przedmiotem, którym należy się zajmować. Aby przebić się przez barierę izolacji trzeba bardzo silnych bodźców. Niebezpiecznie sytuacje, ekstremalne sporty, niezwykłe przeżycia, alkohol, narkotyki czy seks mogą na chwilę przywrócić poczucie żywotności. Mogą chwilowo przezwyciężyć głęboki, tępy ból, dyskomfort, który stale towarzyszy dysocjacji. Łatwo się uzależnić, bo stymulant pada na podatny grunt.

Wilhelm Reich, uczeń Freuda, zapoczątkował nurt psychoterapii zorientowanej na ciało, który rozwijał dalej jego uczeń, Alexander Lowen. Reich opisał, w jaki sposób wystawione na traumę ego odcina się od trudnych emocji przez blokowanie przepływu energii.  Efektem tego jest „zbroja”, czyli stale napięte mięśnie, spłycony oddech i zawężona świadomość. Ego przetrwało, ale witalność zniknęła. Reich pokazał, że „zbroję” można stopniowo rozluźnić, przywracając witalność. Ten proces wymaga wparcia psychoterapeuty, ponieważ często aktywizuje silne, trudne emocje, te same, które „zbroja” ograniczała.

Osobom, które w znacznym stopniu odcięły się od ciała, przydałaby się pomoc psychoterapeuty doświadczonego w pracy z ciałem. Niestety w Polsce praktycznie nie ma tradycji tej skutecznej szkoły psychoterapii. Samodzielne próby nawiązania kontaktu z ciałem mogą się nie powieść, ponieważ pojawią się trudne emocje, które będą zniechęcać do dalszej pracy. Stan docelowy – kontakt z ciałem - okaże się mniej atrakcyjny niż względny spokój dysocjacji. Nie wszystko jednak jest stracone. Proces powrotu do ciała musi być stopniowy; należy go zaplanować na wiele lat. Należy zapewnić sobie wsparcie psychologa / psychoterapeuty i przystąpić do pracy przy pomocy prostych narzędzi opisanych poniżej. Na początek najlepszą receptą wydają się być dwa łagodne i jednocześnie bardzo skuteczne środki. Pierwsze to  ćwiczenia stymulujące przepływ energii, typu qui goni lub metoda Feldenkraisa. Drugie to różne formy terapii manualnej i masażu całego ciała, na przykład masaż Mauri, czu Lomi Lomi.
Osoby, które doznały „normalnej” porcji przykrości i bólu w dzieciństwie, zachowują znacznie więcej świadomości ciała. Tym osobom będzie łatwiej kontakt z ciałem pogłębić nawet bez pomocy specjalisty. Oto kilka pomysłów:

Samoobserwacja

Dobrym ćwiczeniem jest obserwowanie własnego ciała przez podzielenie uwagi i skierowanie części uwagi na ciało. Kiedy chodzimy, czujemy, jak stopy kontaktują się z podłożem, jak pracują mięśnie i ścięgna w nogach. Kiedy siadamy lub kładziemy się, czujemy, jak różne zachowują się różne fragmenty ciała. Ruch i pozycja ciała stopniowo stają się coraz bardziej świadome. To pomaga poruszać się lekko, z gracją, mniejszym wysiłkiem, a jeżeli ciało jest w dobrej formie - z większą przyjemnością.

Skanowanie ciała

Doskonała technika relaksacji, poprawiająca kontakt z ciałem. Stosowana regularnie działa leczniczo. Jon Kabat Zin z Akademii Medycznej przy Uniwersytecie Massachusetts stworzył metodę leczniczą o nazwie Stress Clinic, w której główną rolę odgrywa skanowanie ciała.
Leżąc na plecach kierujemy kolejno uwagę na poszczególne części ciała, na chwilę koncentrując na nich uwagę i przenosząc ją dalej. Na przykład tak: lewa stopa, prawa stopa, lewe podudzie, prawe podudzie etc. Następnie kolejne segmenty rąk, tułowia, szyja, głowa, twarz. Więcej czasu warto poświęcić bardziej skomplikowanym obszarom – dłoniom (poczuj każdy palec), stopom, twarzy. Poświęcamy na to, zależnie od możliwości, od kilkunastu minut do pół godziny.

Ćwiczenia integrujące

Najbardziej znane szkoły, które służą integracji ciała i umysłu to hatha joga, tai chi i qui gong. Wymienić należy także mniej popularne: metodę Feldenkraisa i technikę Alexandra. Łączy je wspólna zasada – ruch jest wykonywany z uwagą i koncentracją. Ważna jest jakość i świadomość ruchu.
Trening zmysłów

Wszelkie działania intensyfikujące doznania zmysłowe, takie jak robienie czegoś własnymi rękami, kontakt z naturą, doznawanie przyjemności dotyku (służą temu różnorodne techniki masażu) pomagają zintegrować ciało.

Aktywność fizyczna

Każdy umiarkowany wysiłek fizyczny jest korzystny dla ciała. Sport rozwija świadomość ciała jeśli praktykuje się go z przyjemnością, uważnie, zwracając uwagę na optymalne obciążenie i potrzeby organizmu, a nie dla wyniku.

Reintegracja czy regresja

Należy odróżnić dążenie do integracji ciała i umysłu z dążeniem do zastąpienia wyższej świadomości (ego) niższą (ciało, impulsy, dążenie do przyjemności). Regresja może służyć rozwojowi jeśli jest chwilowa (w psychoterapii mówi się o „regresji w służbie ego”). Służy wtedy przyłączeniu elementów, które znalazły się poza świadomością, na przykład emocji, od których się odcinamy. Jednak gloryfikowanie regresji, zdarzające się między innymi w ruchu New Age, jest błędem. W latach 1960-tych słynny psycholog amerykański Fritz Perls radził: „Utrać umysł, powróć do zmysłów”. Może to być mądra rada, albo niebezpieczna pułapka. Wszystko zależy od tego, czy aspirujemy do światłego umysłu, który jest za pan brat ze światem zmysłów, czy też usiłujemy zastąpić rozum instynktem. To pierwsze to rozwój, to drugi to regresja.

Ku świadomości centaura

Na drogę reintegracji może wejść od zaraz. Trzeba tylko pamiętać, że osiągnięcie głębokiej integracji ciała i umysłu to radykalna rewolucja, która zmienia człowieka. Przebycie tej drogi do końca może nam zająć resztę życia. Nawet jeśli większość z nas nie osiągnie tego poziomu świadomości, warto nawiązać dialog z ciałem przy pomocy dość prostych środków. Ciało, z którym zaczniemy rozmawiać szybko się odwdzięczy. Będzie nas informować, wspierać, dawać przyjemność. Jak dobry przyjaciel.