Karawaną przez Saharę
tekst: Tamara Dubiel
Na spotkanie z Saharą najbliżej nam na Wielki Erg Wschodni. To piaszczysta część Sahary rozciągająca się na pograniczu Tunezji i Algierii. Zajmuje ok. 110 tysięcy kilometrów kwadratowych. Nieco dalej rozciąga się wspaniała Pustynia Libijska. Jej powierzchnia wynosi ok. 2 miliony kilometrów kwadratowych, a wydmy wznoszą się do wysokości 300 m npm. Niektóre z nich przeglądają się w tafli jezior, które wyglądają tak nierealnie, że trzeba długo się przygladać, aby uwierzyć, że to nie sen. To świat, gdzie wszystko jest nowe i fascynujące. Świat znany jedynie z przygodowych filmów, pocztówek z zachodem słońca nad wydmami, opowieści o Lawrence’ie z Arabii, z „Angielskiego pacjenta”, z relacji Kazimierza Nowaka i Bóg wie skąd jeszcze. Ale to właśnie te historie uruchomiły naszą wyobraźnię na tyle, że tu jesteśmy. Nadszedł czas na własną przygodę z Saharą
Wędrujemy. Idziemy w milczeniu, chłonąc widoki wokół lub rozmawiamy o wszystkim i o niczym. Dobrze jest dzielić się z kimś myślami, mniej lub bardziej odkrywczymi... że na przykład człowiek na pustyni, mimo iż pozbawiony codziennej kąpieli, nie wydziela przykrego zapachu; że cudownie jest zostawić plecak w zagłębieniu wydmy i nie martwić się, że coś zginie; że można spać pod księżycem bez krat i bez strachu; że to świetne uczucie taka przestrzeń wokół, takie piękno jeszcze nieskażone i jak to fajnie, że komórki nie działają ... Nasze spostrzeżenia są też i głębsze, i bardziej intymne. Konieczność artykułowania myśli pobudza sam proces myślenia. Emocje nazwane stają się poprzez sam fakt ich nazwania, a wyartykułowane myśli nierzadko zaskakują nas samych. Oto jeszcze jedna z niespodzianek, jakie niesie ze sobą pustynia.
Popołudnia są intensywnie żółto-złote, przechodzące ku wieczorowi w pomarańcz i błękit. Kolory na pustyni zmieniają się nieustannie; można oglądać ten spektakl całymi dniami, bez znużenia i bez powtórek. Pod wieczór znajdujemy miejsce na nocleg. Rozjuczamy dromadery, pętamy. Beduini zabierają się za gotowanie, za pieczenie chleba, za urządzanie miejsca na wspólną kolację. My w tym czasie szukamy swojego miejsca w zagłębieniu wydmy, wyciągamy swetry, rozkładamy materace i śpiwory tak, aby przed zapadnięciem zmroku nasza „sypialnia” była gotowa. Potem wszyscy ściągamy do ogniska. Rozsiadamy się czekając na posiłek, i patrzymy w rozgwieżdżone niebo, na wydmy w poświacie księżyca. Gorący, świeżo upieczonych w popiele chleb, smaczna zupa, kuskus z warzywami, herbata i daktyle na deser. Obok nas siedzą ludzie, inni i ciekawi przez swoja inność. Mamy ich muzykę. Wokoło zaś rozciąga się morze piasku. Czegóż jeszcze chcieć?
Dotykając życia, jakie przez wieki było udziałem nomadów, powoli przyzwyczajamy się do rytmu dnia dyktowanego wędrówką słońca po nieboskłonie. Jest coś magicznego w tej pustyni, która z każdą godziną zmienia barwy. Zachody i wschody słońca są jak symfonia, obserwujemy je codziennie od nowa, bez znużenia i z takim samym zachwytem, jak za pierwszym razem.
Jest coś niezwykle uspokajającego w powtarzalności następujących po sobie kolejnych czynności dnia; pobudka, wiązanie turbana, śniadanie, pakowanie, wędrówka, przystanek, rozjuczanie i pętanie dromaderów, kuchnia, posiłek, zwijanie obozu, znów wędrówka, znów przystanek, znów rozbijanie obozu. Jest coś dobrego w ciszy. Telefony milczą pozbawione zasięgu. Nie ma radia, telewizji, bijących po oczach reklam, korków, całego tego zgiełku, w którym żyjemy i którego prawie nie słyszymy. Słyszymy za to ciszę. Potrzebujemy czasu, aby do niej przywyknąć, aby wyhamować. Cisza bywa też niebezpieczna – każe uładzić się z myślami, które wypełzają nieproszone z zakamarków naszej świadomości. Każe zastanowić się nad sprawami, które do tej pory milczały przygniecione codziennym kieratem. Trzeba być przygotowanym na spotkanie z pustynią. Może się zdarzyć, że spotkamy tam siebie.
Dzień się dopełnia. Wszystko jest takie, jak być powinno, proste i piękne. Obserwujemy krzątających się mężczyzn. Jeszcze raz dochodzimy do wniosku, że człowiek nie potrzebuje do życia zbyt wiele. I że sensem życia nie musi być kariera, sława, pieniądze. Sensem życia może być samo życie.
Po posiłku słuchamy pieśni. Czasami któryś z wielbłądników zatańczy. Nie wygląda to na występ, raczej na potrzebę serca. Klaszczemy rytmicznie w takt podawany przez bęben. Powoli spływa na nas radość istnienia.
Terminy wypraw „W karawanie przez Sahare” na stronie www.aslematours.pl



